Co jest na rzeczy, gdy
nie wiadomo, o co chodzi a nie zbliżają się wybory? Już wiadomo, po co nagła
ofensywa propagandowa magistratu, gdy w czwartek, ni stąd ni zowąd, obiecał Poznaniakom
najlepszą komunikację publiczną w kraju.
Bomba pękła dwa dni po tej proklamacji o „strategicznych”
zmianach w komunikacji: gruchnęła wieść – idą podwyżki cen biletów. I to
niemałe, już od lipca.
Według prezydenta Jacka Jaśkowiaka użytkownicy biletów
okresowych będą musieli zapłacić o około 20 procent więcej, pasażerowie
jeżdżący na jednorazowe – aż o 30 procent!
Najtańsza normalna sieciówka, dotąd kosztująca 99 złotych ma
kosztować 119 złotych, a najtańszy czasowy bilet jednorazowy, ważny kwadrans,
cztery złote (dzisiaj trzy).
To się jeszcze może zmienić. Wprawdzie sprawą podwyżek radni
z Komisji Transportu i Polityki Mieszkaniowej mieli zająć się w piątek, a więc dzień
po obwieszczeniu, jak to wspaniałą będziemy mieć komunikację, ale na
przeszkodzie stanęła ponoć rzecz stokroć ważniejsza – bal noworoczny u
prezydenta. Sprawa ma być omawiana jutro.
darp
