| Fot. Darek Preiss |
Bez żadnych subtelności, choćby fasadowych konsultacji czy jakiejkolwiek debaty prezydent Jacek Jaśkowiak i popierająca go Koalicja Obywatelska, czyli większość w Radzie Miasta, uszczęśliwiły mieszkańców aglomeracji poznańskiej drakońskimi podwyżkami cen biletów komunikacji publicznej. Od lipca w ich kieszeniach zrobi się jeszcze większy przeciąg.
Władza wyraźnie dała wyborcom do zrozumienia, gdzie ma większość i robi, co chce, nie licząc się z opinią publiczną. Nie po raz pierwszy, zapewne nie ostatni. Niestety, dzieje się tak coraz częściej. Ktoś tu najwyraźniej myli demokratyczny mandat z władzą dyktatorską. Nie przypadkiem podczas obrad Rady Miasta na sali obok transparentu z napisem “wzrost cen = wzrost emisji” pojawił się napis “Jaśkowiak = Grobelny bis?”.
Że rządząca większość przeforsuje swój plan nie licząc się z jakąkolwiek krytyką, było jasne już wtedy gdy utrąciła wniosek radnego Lewicy Henryka Kani, by projektem podwyżek dzisiaj się nie zajmować, tylko odesłać go do komisji. Tam mógłby zostać połączony w jeden projekt uchwały z wnioskami idącymi w przeciwnym kierunku – obniżenia opłat, a nawet zupełnej ich likwidacji w centrum Poznania.
![]() |
| Fot. Lechosław Lerczak |
Jaśkowiak od wielu tygodni w kółko przekonuje, że drakońskie podwyżki są konieczne, bo w kasie miasta zabrakło 15 milionów na dofinansowanie komunikacji. I większość w Radzie Miasta posłusznie głosuje za, choć wobec skali miejskich wydatków kwota ta budzi raczej rozbawienie. Pasażerom jednak nie będzie do śmiechu.
Bilety podrożeją średnio o aż 20 procent! Uchwała przeszła, nie licząc kosmetycznych zmian, w postaci zaproponowanej przez prezydenta, jakby rajcy nie byli reprezentantami mieszkańców a jakimś zbiorowym notariuszem dla poczynań prezydenta.
Jednocześnie ta sama większość lekką rączką podarowała dzisiaj dwa miliony księżom na remont obiektu sakralnego (szpital na walkę z koronowirusem otrzymał aż pół miliona). A 20 milionów miasto zamierza wydać na zerwanie zabytkowego bruku na Starym Rynku i zastąpienie go jakimś nowoczesnym wynalazkiem.
Salę sesyjną odwiedziła dzisiaj Katarzyna Kretkowska, posłanka Lewicy a wcześniej radna miejska. Powiedziała swoim byłym kolegom głośno to, o czym w mieście mówi się od dawna: Podwyżka cen biletów przekreśla deklaracje prezydenta, że zależy mu na zrównoważonym transporcie i ochronie środowiska.
Gdy niedawno podnoszono ceny parkowania w strefie płatnego postoju a samą strefę poszerzono, było to uzasadniane koniecznością zmniejszenia ruchu samochodów w aglomeracji i wspierania komunikacji publicznej. Dzisiejsza podwyżka can biletów oznacza, że magistrackie deklaracje były czczym gadaniem, pustosłowiem bez pokrycia.
Zdaniem posłanki Kretkowskiej bilety powinny stopniowo tanieć, aż do całkowitego zniesienia opłat, co już gdzieniegdzie w Polsce ma miejsce.
| Fot. Darek Preiss |
Prezydent Jaśkowiak postawił na swoim – przeforsował uchwałę, która mając zmniejszyć deficyt transportu zbiorowego w rzeczywistości go zwiększy. I uderzy po kieszeni wyborców. Ciekawe, czy będą o tym pamiętać przy urnach.
Społecznicy deklarują, że nie odpuszczą, w przygotowaniu jest obywatelski projekt obniżający ceny biletów, a pewne posunięcia możliwe są jeszcze przed wejściem podwyżki w życie. Wygląda na to, że prezydent Jaśkowiak, swoim oślim uporem przy forsowaniu aspołecznych, nie liczących się z dobrem mieszkańców pomysłów, zmobilizował do działania, podobnie jak jego poprzednik, całkiem spory potencjał obywatelskiej aktywności.
Darek Preiss
